11 listopada

11 listopada to najważniejsza data w najnowszej historii Polski, a może, z wyjątkiem daty naszego chrztu w 966 r., w ogóle, najważniejsza w całej naszej historii. W 1918 r., po 123 latach zaborów, odzyskaliśmy niepodległość. Nasi historycy i publicyści napisali o tym niemal wszystko, mnie, od lat, intryguje pewien paradoks.


Ponad 100 lat temu, w przekonaniu o nadchodzącej wielkiej wojnie a potem w jej trwaniu, Polacy widzieli wielką szansę na zrzucenie trwającego od 1795 r. jarzma zaborów, bo nasi trzej zaborcy stawali po dwóch stronach krwawego, wojennego frontu. Wykształciliśmy więc dwie postawy, orientujące Polskę na którąś z tych dwu stron wojennego konfliktu; pierwszą na państwa centralne (proniemiecką), drugą na tzw. Ententę (prorosyjską).


Politycy orientacji prorosyjskiej nie posługiwali się frazeologią niepodległościową, mówili tylko i aż o zjednoczeniu narodu polskiego, rozdartego przez trzech zaborców w jednym – przyznajmy to, rosyjskim państwie. Już to miało diametralnie poprawić katastrofalną sytuację Polaków, będących dotąd ciążącym marginesem, czy precyzyjniej, wyniszczanym skansenem państw zaborczych. Do tego, zdaniem twórcy i przywódcy tej orientacji Romana Dmowskiego, Rosja była najmniej groźnym dla Polaków zaborcą, bo stojącym zdecydowanie na niższym od naszego, stopniu rozwoju cywilizacyjnego. Inaczej było i wówczas (i jest dziś) z Niemcami, którzy germanizując cale pokolenia tysięcy Pomorzan i Ślązaków a wcześniej mordując Łużyczan, Wieletów, Obodrytów, stanowili realne zagrożenie dla tożsamości, rozwoju, a wiec bytu każdego Polaka.


Co innego mówili politycy o orientacji proniemieckiej, już na wstępie oszukując samych siebie, nazywaniem się „proaustriackimi”. Austria całkowicie zależna od Niemiec, nie stanowiła samodzielnego politycznie i militarnie bytu, co ujawniły najbliższe lata wojny światowej. Poza górnolotnymi frazesami o aktywizacji i przystępowaniu do walki o niepodległość, polscy, proniemieccy politycy, nie proponowali nic. W istocie  rekomendowali Polakom jedynie niepewność, mgławicowość i niedookreśloność, by de facto: „korzystać z zamieszania, niejasnej sytuacji, zyskiwać w sposób nieuczciwy”- jak współczesny słownik, wyjaśnia i tłumaczy powiedzenie o łowieniu ryb w mętnej wodzie. Nie tylko zresztą dlatego domniemywano i domniemuje się dziś, o agenturalnej działalności Józefa Piłsudskiego. Na szczęście niemal nikt z Polaków, wtedy 6 sierpnia 1914 r. za nim nie poszedł.

 

Jednak z powodu długotrwałych sukcesów państw niemieckich, na ziemiach polskich zaprowadzono polityczno-militarne rozwiązania oczekiwane przez Niemców. Akt dwóch cesarzy z 6.XI.1916 r. zapowiadał odbudowę Królestwa Polskiego. Powołano Tymczasową Radę Stanu, później Radę Regencyjną i to, na czym Niemcom najbardziej zależało, czyli Polnische Wermacht. Niczego dobrego to nie wróżyło, najwyżej ogromną daninę polskiej krwi, potem jakąś ćwierć autonomię pod całkowitym niemieckim nadzorem i kontrolą, na jednej piątej ówczesnego polskiego obszaru narodowego i kontynuację prześladowań oraz wynaradawiania Polaków na pozostałych 4/5 tego obszaru, znajdujących się w granicach Niemiec, Austrii i powoływanych właśnie wtedy do bytu: Litwy i Ukrainy. Zapowiedzią tego stanu rzeczy, było terytorialne okrojenie tegoż Królestwa Polskiego, dokonane przez Niemcy na rzecz Ukrainy w postanowieniach Traktatu Brzeskiego z 9.02.1918 r.


Jednak, co dziwne, w ostatecznym rozrachunku, ta niemiecka maskarada z Królestwem Polskim, nie wyszła nam na… złe… Bo choć ten kadłubowy twór był tylko fasadą dla niemieckiej okupacji, to nosił nazwę Królestwa Polskiego i był wyposażony w namiastkę instytucji państwowych jak: szkolnictwo czy sądownictwo. W efekcie gdy Niemcy przegrają wojnę, na naszych ziemiach będą istniały w pełni zależne, pewnie agenturalne wobec nich, ale nominalnie polskie: instytucje i jacyś polscy żołnierze… Ułatwi to mimo wszystko a nie utrudni, budowę nowoczesnego państwa polskiego od listopada 1918 r, w oparciu o dokonania polityków z Romanem Dmowskim na czele, orientujących Polskę do samego początku na zwycięską w wojnie światowej Ententę z Rosją włącznie.

 

Paradoks polega więc na tym, że nawet z czegoś oczywiście głupiego, złego, ostentacyjnie fałszywego, agenturalnego, jakim były myśl polityczna i program działania polityków orientacji proniemieckiej w I wojnie światowej z działalnością Piłsudskiego i jego akolitów na czele, zrodziło się coś, co wydało jednak owoce nie zatrute a jadalne.


Wynika z tego, że niezbadane są ścieżki Bożych wyroków… Na nasze szczęście.

 

 

 

 

Jarosław Jagiełło
Poseł na Sejm RP w latach 2005-2015

Źródło fotografii: wikipedia

Facebook